Co się stało z Agatą? Żyje jeszcze? Owszem żyje. Tylko jakby w innym świecie. Tak wiem, że wszystkim wam się zdaje, że coś ze mną nie tak od jakiegoś czasu... Ale ja wciąż będę zaprzeczać.
Zawsze gdy po za kojeny tracę nadzieje, czuję się przywiązana. Za bardzo nie wiem, jak się ruszyć. Potrzeba głebszego zastanowienia. Ale ja już mam dosyć zastanawiania się! Od dłuższego czasu tylko myślę, myślę, myślę, zastanawiam się nad tym i owym. Po tych przemyśleniach już jakby wszystko było jasne, poukładane, a raptem JEBS, cała konstrukcja legła w gruzach i... i myślimy od nowa.
Dookoła pachnie miłością. Żeby nie powiedzieć śmierdzi

Wiecie... ja tam wcale nie czuję się gorsza. Ode mnie tez wali cholerną miłością, nie parodią miłości ani czymś miłościopodobnym [zgubiłam słowo :/]. Nic się nie zmienia. Nic a nic. I nie przeszkadza mi to. I pomimo tego, że za bardzo nie wiem, jak tym wszystkim sterować i co z tym wszystkim robić, chcę znów o tym myśleć. Choć chcieć nie oznacza móc, co ostatnio często sobie powtarzam. Dobrze jest wyrażać się o kimś z zamiłowaniem i pomagać mu.
Aczkolwiek strach i zmartwienie nie odstę

ują mnie na krok. Jednak, chyba przywykłam juz do ich obecności przy mnie. Nic nie byłoby w normie, gdyby nie te dwa natrętne odczucia

Wieczór choć pełen goryczy to również i całakiem smaczny. Jak gorzka czekolada.
Jedwabne włosy łaskoczą mnie po plecach, a za mymi plecami roznosi się muzyka. Co prawda gwiazdka z nieba nie chce mi się ujawnić, ale licze, że jeszcze dziś to zrobi
